Rola i powołanie nauczyciela i wychowawcy w świetle naucznia Jana Pawła II
Wpisany przez Marzena Wołowska   
Czym jest w swej istocie powołanie nauczyciela? Jakim wartościom ma to powołanie służyć? Jakie jest prawdziwe pole pedagogicznej odpowiedzialności?
U podstaw każdego powołania leży głęboka miłość, miłość człowieka, miłość Boga. U nauczyciela i wychowawcy miłość ta skierowana jest szczególnie do dzieci i młodzieży i łączy się z poczuciem odpowiedzialności za pomoc w kształtowaniu osobowości młodego pokolenia. Powołanie nauczyciela wymaga specyficznych właściwości charakteru: umiejętności rozumienia wychowanka, wczucia się w jego położenie, zbliżenia się do niego tak, by zdobyć jego zaufanie przy zachowaniu autorytetu. Z miłości rodzi się sprawiedliwość nauczyciela, jego cierpliwość, wytrwałość, ofiarność, nieszukanie uznania.
Nauczyciel i wychowawca ma ukazywać młodemu człowiekowi to, jak być człowiekiem naprawdę. Jako taki powinien w szczególny sposób służyć trzem kluczowym wartościom. Ma służyć wychowankowi w jego dojrzewaniu do pełni człowieczeństwa. Ma go nauczyć pewnych prawd i przekazać mu pewną sumę wiadomości nieodzowną do twórczego życia w społeczeństwie. Ma wreszcie zaszczepić wychowankowi cnoty obywatelskie, wśród których podstawową jest cnota sprawiedliwości.
 
I

Dojrzewający młody człowiek to nie tylko najpiękniejszy skarb i nadzieja całego narodu, lecz także - jak nas poucza wiara - umiłowane dziecko Boga. W jego sercu złożył Bóg jakieś tajemnicze powołanie. Odkrywając zaś swe powołanie, a następnie realizując je całym swym życiem, człowiek ma odnaleźć swego Ojca Niebieskiego, od Którego wyszedł. Kiedy wychowawca znajdzie się twarzą w twarz przed swymi wychowankami, musi pamiętać, że znajduje się w obliczu tajemnicy, która jest nie tylko tajemnicą ludzką, lecz także Bożą. Chrystus powiedział kiedyś: „Kto by zgorszył jednego z tych maluczkich, takiemu należałoby kamień młyński zawiesić u szyi i utopić go w głębi morza” (Mt 18,6). Surowe słowa Chrystusa odsłaniają przed nami ogrom odpowiedzialności, jaką niesie ze sobą powołanie wychowawcy. Wszelkie zabiegi wychowawcze, począwszy od dobrej rady, a skończywszy na dobrym wzorze, dotykają najgłębszych tajemnic Bożych. Ci, wobec których stajemy, są nazwani synami Bożymi i rzeczywiście nimi są.
Jaką postawę winien zająć wychowawca wobec tej wielkiej i tajemniczej rzeczywistości, jaką jest dojrzewający człowiek?
Nie trzeba tutaj używać wielkich tchnących przesadą słów. Spójrzmy na przykład Chrystusa. Św. Jan Ewangelista powiedział o Nim: „Nie trzeba było, aby Mu mówiono, bo sam wiedział, co jest w człowieku” (J 2,25). Są to głębokie, dające wiele do myślenia, słowa. Odsłaniają one jakąś i dla nas dostępną cząstkę tajemnicy o stosunku Chrystusa do uczniów: „Wiedział, co jest w człowieku...”. Wiedział zawsze od strony najlepszej i najgłębszej. Nikt tak jak Chrystus nie potrafił zrozumieć człowieka.
Dotykamy tutaj tego, co jest podstawowe we wszelkim wychowawczym stosunku człowieka do człowieka. Najpierw trzeba głęboko, wszechstronnie i dobrze zrozumieć, i to nie tylko umysłem, ale przede wszystkim sercem. Człowiek to istota poszukująca, wciąż pełna nienasycenia i twórczego niepokoju. Aby zrozumieć drugiego człowieka, trzeba podzielać jego niepokój. Nie jest to zadanie łatwe. Jego urzeczywistnienie nie przychodzi samo z siebie. Dar rozumienia drugich jest prawdziwym darem. Kto go posiadł, jest wychowawcą z powołania. O ten dar trzeba prosić Boga jak o łaskę. Trzeba też pamiętać, że rozwój tego daru nie odbywa się bez bólu i cierpienia. Aby wiele w drugim zrozumieć; trzeba wiele i twórczo przecierpieć.
Ale właśnie z tego powodu szczególne dzisiaj, gdy stosunek człowieka do człowieka staje się coraz bardziej „rzeczowy” i „przedmiotowy”, gdy człowiek traktuje drugiego jako zwykłe narzędzie do realizacji takich czy innych celów, potrzeba, aby wychowawcy zdobywali się nieustannie na cierpliwy wysiłek uwalniania własnych umysłów i serc spod rutyny i schematycznego myślenia o ludziach. Muszą oni zawsze widzieć w wychowanku to, co jedyne, cenne, co najbardziej ludzkie i takim widzeniem otwierać przed nim samym umiejętność właściwego rozumienia siebie. Bo „widzieć, co jest w człowieku” - to przede wszystkim ufać, że każdy nosi w sobie zadatki tej samej miłości, która kiedyś z rybaków uczyniła świętych.

II

Druga wartością, wokół której obraca się codzienna troska wychowawcy, jest prawda. W kwestii prawdy natrafiamy w Ewangelii na wezwanie, które było wprawdzie skierowane do wszystkich ludzi, ale które w sposób szczególny dotyczy wychowawców: „Niech mowa wasza będzie tak-tak, nie-nie, co nadto, od złego jest” (Mt 5,37).
Nauczyciel ma pouczać innych. A kiedy uczy, przekazuje wiadomości, wśród których jedne są pewne, inne mniej pewne. W ten sposób, każdy wedle swej specjalności, uczy prawdy o świecie i prawdy o samej przekazywanej przez siebie wiedzy. Chodzi przy tym o to przede wszystkim, by nauczyciel umiał wciągnąć ucznia w samego ducha nauki. A duch nauki - to duch nieustannego szukania, ciągłego rozwoju, nigdy do końca nie nasyconej ciekawości. Rzeczywistość, która nas otacza, jest bogatsza niż myśl ludzka. Widzimy, jak rozwiązania jednych zagadnień otwierają przed nami nowe tajemnice. Na drodze ku Prawdzie nigdy nie możemy się zatrzymać. Dlatego trzeba, aby uczeń umiał się zdobyć na najgłębszą pokorę wobec wielkości i bogactwa świata, który go otacza. Dopiero dzięki takiej postawie uczeń zrozumie, jakie jest miejsce i prawdziwe zadanie nauki w życiu.

III

Trzecią wartością, której nauczyciel ma służyć, jest sprawiedliwość. Sprawiedliwość, której źródłem jest miłość, jest podstawą cnót obywatelskich w człowieku. Zasada sprawiedliwości mówi: „Oddaj każdemu to, co mu się należy!”. Przykazanie Boże poucza: „Kochaj bliźniego swego jak siebie samego” (Mt 22,39). Kochaj zatem tak, abyś samego siebie nie zagubił w drugim, ani drugiego nie przekreślał, widząc tylko siebie.
Znów trzeba przypomnieć prawdy podstawowe, lecz zapomniane. Proces wychowywania człowieka należy rozpoczynać od podstawa a nie od szczytu. Podstawą życia społecznego jest cnota obywatelska, a te kształtuje przede wszystkim cnota sprawiedliwości, która postuluje postawę otwartości na potrzeby drugich, życzliwości i wzajemnej pomocy. To jest warunkiem powstawania wspólnoty, zacieśniania więzi społecznej. Celem wychowania więc powinno być wychowanie do sprawiedliwości. Dla wychowawcy i nauczyciela jest rzeczą w znacznym stopniu drugorzędną to, czyjego wychowanek zostanie kiedyś lekarzem, rolnikiem, robotnikiem, czy zechce wstąpić do takiej czy innej organizacji społecznej czy politycznej. To nie wychowawca ani nauczyciel mają o tych sprawach decydować i ku tym rozstrzygnięciom kierować życiem swego wychowanka. Nie znaczy to oczywiście, by nie mieli oni prawa dawać uczniom stosownych porad. Rzecz w tym, że w tych sprawach musi zadecydować w sposób wolny sam wychowanek. Natomiast sprawą podstawową i zadaniem podstawowym jest dla wychowawcy to, by wychowanek na każdym miejscu, na jakim się znajdzie, umiał być człowiekiem sprawiedliwym.
Czy trzeba tutaj przypominać, że tylko ten wychowawca, który daje przykład sprawiedliwości, może wychowywać drugiego do tej cnoty. [...]
Jest rzeczą oczywistą, że stosunki międzyludzkie w ramach nauczycielskiego stanu muszą także, a nawet tym bardziej, być oparte o szacunek dla człowieka, prawdy i sprawiedliwości. Dobra szkoła - to przede wszystkim mądra szkoła. Niechaj w pracy wychowawczej wszyscy zaangażowani w nią ludzie, zarówno wierzący, jak poszukujący i niewierzący, poczują się związani najpiękniejszym zadaniem - zadaniem cierpliwego i pełnego spokojnej mądrości ukazywania dojrzewającym ludziom, jak być człowiekiem naprawdę.

(Fragmenty Listu Pasterskiego Kardynała Karola Wojtyły, Metropolity Krakowskiego, z dnia 30 września 1972 r.)